- Halo?
- Hej, Amy – odezwał się głos w słuchawce.
- Cześć, Niall – odetchnęłam z wyraźną ulgą. Naprawdę nie
miałam pojęcia, czego ja się tak bałam? To, że jakiś dzieciak bawił się w
pisanie idiotycznych informacji do ludzi nie znaczy, że teraz będę
prześladowana. Powinnam się wziąć za siebie.
- Wszystko ok? – spytał, najwyraźniej słysząc lekkie
zdenerwowanie w moim głosie. Odchrząknęłam, starając się brzmieć normalnie.
- Jasne. Skąd masz mój numer? – pospiesznie zmieniłam temat.
- Liam – zachichotał, a ja tylko pokręciłam głową. - Um… nie
wiem, jak zacząć…
- Po prostu to z siebie wywal, nie krępuj się – odparłam
spokojnie, wciąż czując przyśpieszone bicie serca.
- Mam jutro urodziny i urządzam taką mini imprezkę i
chciałem zapytać, czy miałabyś ochotę… wpaść – odparł trochę niepewnym głosem,
jakby nie był przekonany, czy chciałabym w ogóle się pojawić.
Zawahałam się tylko przez chwilę. Naprawdę poza sesją nie
miałam nic lepszego do roboty w weekend, no i moja mama nie będzie miała nic
przeciwko, bo będę się integrować.
Nawet ucieszyłam się, że o mnie pomyślał, to miłe.
- Jasne – odpowiedziałam wesoło, a on się chyba trochę
rozluźnił, bo usłyszałam, jak wypuszcza powietrze. O której?
- Bądź u mnie o 17:00 – pospieszył z odpowiedzią, a ja
wyszczerzyłam się do siebie słysząc jego irlandzki akcent. Był naprawdę mega
uroczy, pomimo starań zachowania sobie reputacji bycia niezwyciężonym i twardym.
Robił to, co podpowiadała mu typowa intuicja faceta.
- Okey, do zobaczenia – pożegnałam go, po czym schowałam
telefon do kieszeni. Gdy podniosłam wzrok, moje oczy od razu spotkały się z
tymi należącymi do Harry’ego. Patrzył na mnie wyczekująco, czekając na
odpowiedź na niezadane pytanie.
- Impreza urodzinowa u Nialla – powiedziałam szybko,
rzucając mu równie zdezorientowane spojrzenie. – O co chodzi?
- O nic – potrząsnął głową, a kilka jego loków przemieściło
się wraz z tym energicznym ruchem.
- O nie! – otworzyłam trochę szerzej oczy, przypominając
sobie pewien mały, ale dość znaczący szczegół. – Nie zapytałam go o adres!
- Mogę cię podrzucić, też się wybieram – posłał mi uśmiech,
a ja go odwzajemniłam. Zatrzymaliśmy się na czerwonym świetle, także
obserwowałam przez chwilę, jak odgarnia swoje dość długie włosy do tyłu, po czym
robi z nich coś w rodzaju koczka, aby nie wpadały mu w oczy.
- Dzięki. Nie wiedziałam, że znasz Nialla? – zdziwiłam
się. Czy każda nowo poznana przeze mnie
osoba musiała być powiązana z Harrym? Co jest nie tak z tym człowiekiem?
- Mieszka niedaleko mnie.
Chwilę później zajechaliśmy pod jego dom, a ja wygramoliłam
się na zewnątrz. Chłopak starannie zaparkował swoje autko, po czym weszliśmy do
środka. Stwierdziłam, że mimo iż byłam tu zaledwie kilka dni wcześniej, zaszły
pewne zmiany. W rogu pokoju doszła nowa doniczka z kwiatami, a na stole w
jadalni stało więcej świeczek niż ostatnio. Jejku, on chyba ma jakąś obsesję
czy coś.
- Ja się ogarnę, a ty możesz iść do mojego pokoju –
usłyszałam z łazienki.
- W porządku, a gdzie on jest? – cóż, nie miałam zbyt dobrej
orientacji w terenie, tym bardziej, jeśli tym terenem był czyjś olbrzymi dom.
- Na górze po lewej! – odkrzyknął mi.
Westchnęłam i pokierowałam się schodami w górę, a następnie
w poinstruowane przez loczka miejsce. Gdy stanęłam w drzwiach, moim oczom
ukazał się dość obszerny pokój o błękitnych ścianach, na których były
pozawieszane jego fotografie z dzieciństwa. Niewątpliwie przyciągnęły moją
uwagę i nie mogłam nic poradzić na fakt, że zaczęłam analizować każdą z nich.
To wydawało mi się takie... prywatne i być może nie powinnam była tego robić,
ale naprawdę zależało mi na lepszym poznaniu go. Zresztą to on kazał mi tu
przyjść, także gdyby nie chciał, żebym je widziała z jakiś nieznanych powodów,
zaprosiłby mnie do innego pokoju, w końcu jest ich tu mnóstwo.
Najlepiej
prezentowała się fotografia, na której mały Harry miał całą brudną buzię i
brudną rączką próbował dotknąć urządzenia, którym zrobiono to zdjęcie, po
prostu komiczne. Po lewej stronie stało łóżko, wzorowo posłane, tuż obok niego
mały stoliczek nocny z lampką w kształcie… biedronki? Co? No tak, mogłam była
się po nim tego spodziewać. Pokręciłam głową z rozbawieniem. W prawym rogu
stało biurko z komputerem oraz stał dość duży regał z książkami. Woaw, nie
wiedziałam, że on tyle czyta. Chyba, że to wszystko jest tylko na pokaz albo do
wystroju, ale szczerze w to wątpiłam. Harry wyglądał raczej na osobę, która
łączy funkcjonalność z wyglądem, nie na odwrót. Naprzeciwko łóżka wisiała
plazmówka, pewnie po to, aby mógł oglądać telewizję przed snem, tuż obok wieża
grająca i ułożona sterta płyt rozmaitych zespołów, a na podłodze leżał średniej
wielkości, okrągły czerwony dywan… W czarne kropki biedronki. Już wtedy
zaczęłam się śmiać, on jest niemożliwy. Moją uwagę przykuła jeszcze gitara
stojąca w rogu pokoju, co mnie lekko zdziwiło. Co tu robiła gitara?
Usiadłam na wielkim łóżku mogącym pomieścić kilka osób, a
nie tylko samego chłopaka i zaczęłam przypatrywać się obrazom, machając nogami
i czekając, aż przyjdzie właściciel. I tak nie miałam nic lepszego do roboty, a
fajnie było poznać bruneta od… takiej strony. To ciekawe, nie wiedziałam, że ma
taki sentyment do swoich chwil z dzieciństwa. Patrząc na tą uśmiechniętą buzię
dziecka, z rozczochranymi lokami, krzywymi zębami i tym samym, pięknym
uśmiechem zaczęłam zastanawiać się, czy jego dzieciństwo było perfekcyjne.
Bardzo możliwe, że przed wypadkiem jego mamy miał beztroskie życie, tylko
biegając jak mały urwis i rozśmieszając wszystkich wokoło. Tak bardzo chciałam
dowiedzieć się, jak to jest, ale wiedziałam, że to niemożliwe. Przynajmniej jak
na ten moment, wiedziałam, że nie jest na to gotowy. Ja przynajmniej miałam
mamę, a Harry nie wspominał mi nic o tym, że żył z którymkolwiek z rodziców.
Może było to spowodowane faktem, że był pełnoletni? Kto go tam wie…
- Jestem! – usłyszałam jego głos, więc przekręciłam
delikatnie głowę. Loczek miał na sobie luźny t-shirt, bluzę przewieszoną przez
ramię. Najprawdopodobniej brał prysznic, ponieważ loki na jego ramionach były
wyraźnie wilgotne. Wyglądał naprawdę niesamowicie. Nie mogłam zrozumieć,
dlaczego taki człowiek jak on może wyglądać perfekcyjnie po zwykłym prysznicu?
Całości dopełniał szeroki uśmiech, tak samo zaraźliwy, jak zawsze.
- Czego się szczerzysz? – odparłam, delikatnie sfrustrowana
faktem, że znowu mu się udało.
- A ty? – odpowiedział, z niewiadomych przyczyn mega zadowolony
z siebie, jakby normalnie dostał piątkę z matmy.
- Nie pogrywaj ze mną, Styles – ostrzegłam go, ale on nic
sobie z tego nie robił.
- Co proszę? – powiedział przesłodzonym do granic możliwości
głosem, wpatrując się we mnie i trzepocząc swoimi długimi rzęsami.
- Harry, jestem tu, żeby czegoś się dowiedzieć, nie bawić
się z tobą w jakieś gierki dla dzieci.
Usłyszałam jego chichot i NIC nie mogłam na to poradzić,
musiałam się przyłączyć.
- Może jestem dzieckiem… - zaczął ponownie, ale ja nie dałam
się tym razem.
- Do rzeczy. Chcę znać konkrety.
- Dotyczące?
- Wiesz, o co mi chodzi – starałam się zmrozić go wzrokiem,
ale chyba nie wyszło.
- Właśnie chodzi o to, że nie wiem.
- Sekret.
- Jaki sekret?
- HARRY! – krzyknęłam, a on zaczął chichotać jeszcze
bardziej.
Przysięgam, kiedyś się z nim wykończę. I niby on ma
osiemnaście lat? Chyba coś mu się pomyliło. Odczekałam, aż trochę się uspokoi,
po czym jęknęłam zbulwersowana:
- No powiesz mi wreszcie co to za praca, czy nie?
- Nie.
- Ok, sam tego chciałeś - uśmiechnęłam się mściwie i
rzuciłam w niego poduszką.
- Ej! – chłopak osłonił się rękoma, ale trochę za późno. -
Tak chcesz pogrywać? – odparł zadziornie, schylając się po wypchany przedmiot.
Po chwili poczułam, jak dostaję czymś miękkim w twarz.
O nie. Przesadził.
- Niech będzie. Pożałujesz – wycedziłam przez zęby,
przygotowując sobie amunicję.
Nie minęła minuta, a w pokoju mojego przyjaciela rozpoczęła
się najbardziej dzika bitwa na poduszki (i nie tylko!), jakiej doświadczyłam w
całym moim szesnastoletnim życiu. Różne rzeczy latały po całym pokoju,
uderzając w nas, ale także np. w pomarańczowy wazon na kwiaty, rozbijając go na
kawałki. Padło też trochę dziwnym słów i wyzwisk, i naprawdę nie dało się tego
wszystkiego określić inaczej niż dzikie i szalone.
Padliśmy obydwoje na łóżko Harry’ego, wyczerpani i zwijający
się ze śmiechu. Efekt końcowy był dość widowiskowy – wszędzie leżał plusz z
poduszek, na dywanie była plama która powstała w wyniku zbicia wazonu, przybory
szkolne chłopaka walały się po całym pokoju, a firanka została agresywnie
wyszarpnięta znad okna i aktualnie leżała sobie gdzieś z boku. Po idealnie
posprzątanym pokoju pozostało tylko wspomnienie. Ale to on zaczął. Ciekawe, co
by powiedzieli jego rodzice.
No tak, on nie mieszka z rodzicami.
- No ładnie – czułam, że muszę coś powiedzieć, aby przerwać
ciszę i zapomnieć o ostatniej rzeczy, zanim zacznę ją roztrząsać.
- Nieźle – potwierdził, po czym usiadł, wpatrując się w mój
spoważniały wyraz twarzy. – Co jest?
- Harry. Ja muszę wiedzieć.
Westchnął i wbił wzrok w dłonie. Pomimo braku jakiegokolwiek
kontaktu z jego strony wyraźnie dało się wyczuć, że atmosfera zrobiła się dosyć
nieprzyjemna, a powietrze stało się ciężkie. Głupio mi było o to zapytać i
wiedziałam, że zepsułam piękny czas, który mogliśmy spełnić razem, ale w końcu
po to tu przyszłam. Za długo to wszystko było przeciągane.
Na chwilę podniósł głowę i mogłam zauważyć wyraźną troskę w
jego oczach. Jeszcze chwilę wahał się i jakby obmyślał to wszystko, zanim w
końcu wypalił:
- Chodzi o wykradanie dokumentów.
- Co?
- Muszę znajdować konkretne osoby, dowiadywać się o nich jak
najwięcej, niekiedy nawet zaprzyjaźniać się na siłę, a następnie… następnie
wykradać informacje o nich, i dostarczać je szefowi.
Zatkało mnie. Nie takiej odpowiedzi się spodziewałam.
- I… to wszystko? – spytałam lekko rozczarowana, ale
jednocześnie z ulgą. – Dlaczego nie chciałeś mi wobec tego o tym powiedzieć?
- Nie chciałem, żebyś traktowała mnie jak złodzieja – jego
wzrok cały czas był wbity w dłonie. Coś mi tu nie grało.
- Ale… mówiłeś, że to jest bardzo złe. I że to czyni cię
złym człowiekiem! – chciałam znaleźć cokolwiek, co by mnie uspokoiło.
- A co, jest dobre? – spytał zdesperowany, starając mówić
spokojnie. - To jest złe, Amy. Zostałem wychowany inaczej, zrozum
to. Wykradanie informacji o ludziach
wbrew ich woli jest karalne.
Może po prostu to co
jest złe dla niego, dla mnie jest tylko błahostką?
A może on ma coś z
psychiką?
- Te dokumenty mogą zostać wykorzystane przez mojego szefa,
który… no… nie należy do najmilszych ludzi… w dowolnym celu - kontynuował. -
Może wyrobić sobie sztuczny paszport, a pozostali mieć potem kłopoty. Nie
powiesz mi, że to jest dobre? Komuś może rozwalić to życie, to paskudna robota.
Poza tym ludzie robią sobie nadzieję, kiedy tak do nich podchodzisz i zaczynasz
gadać. Próbujesz się zaprzyjaźnić, a po wykonanym zadaniu i być może
spieprzeniu im życia zrywasz całkowity kontakt. To naprawdę wredne, nie
uważasz?
No cóż… Musiałam przyznać mu rację, nie było to w porządku. Wygląda
na to, że to koniec mojej kariery detektywa. Nie powinna była w ogóle tego
roztrząsać, widać, że nie jest zadowolony z tej pracy. Okropne, normalnie
gardzę takimi ludźmi, ale… to Harry. Coś musi być na rzeczy. Tylko dlaczego jej
po prostu nie zerwie? Nie rozumiałam tego.
Kłopoty finansowe? Ale…
dlaczego miałby mieć kłopoty finansowe?
Nie pasował mi tylko jeszcze wymuszony uśmiech na końcu, ale
może mi się wydawało? Albo podkreślał on to, w jak beznadziejnej sytuacji się
znajduje? W końcu często zdarza się, że mam jakieś urojenia, możliwe nawet, że
mam obsesję na punkcie tajemnic i doszukuję się ich tam, gdzie ich nie ma.
Jako mała dziewczynka chciałam zostać detektywem, ratować
ludzi przed niebezpieczeństwem i rozwiązywać mrożące krew w żyłach kryminalne
zagadki. Kolejne niespełnione marzenie.
- Jaka była druga sprawa? – usłyszałam głos chłopaka, który
wyrwał mnie z rozmyśleć. Chyba chciał mieć już to za sobą.
Nie chciałam już pytać, już dość zepsułam mu humor… Ale z
drugiej strony wiedziałam, że powinnam. Teraz albo nigdy.
Jak ja mam mu to powiedzieć? Czy to nie jest zbyt ryzykowne?
Przecież… to może mu się nie spodobać.
Wzięłam głęboki oddech i policzyłam do trzech.
- Widziałam… widziałam ostatnio dziewczynę, która miała ten
sam… naszyjnik co ja - powiedziałam cicho, jąkając się. Nie byłam pewna, czy
dobrze zrobiłam, zaczynając ten temat.
- Tak.
Ta krótka odpowiedź mnie dość zaskoczyła, nie tego się
spodziewałam, jeśli miałam być szczera. Była wręcz przerażająca – długie odpowiedzi
pozwalają nas wprowadzić w sytuację i choć część z niej wyjaśnić, a te krótkie…
Potwierdzały nasze obawy.
Miałam ochotę już
zamknąć buzię i więcej się nie odzywać, ale ciekawość była silniejsza. Jak już
coś się zacznie, trzeba skończyć.
- Skąd go ma?
- Dałem jej.
Poczułam delikatną zazdrość. Myślałam, że tylko ja taki mam…
Zdawałam sobie sprawę, że nie powinnam tak myśleć, to
strasznie samolubne. Przecież on może dawać naszyjnik komu chce i kiedy chce, i
tak miło, że o mnie pomyślał. Nie mogłam jednak wywalić z głowy myśli, że może
nie jestem dla niego tak wyjątkowa, jak myślałam. Naprawdę czułam się
szczęśliwsza z tym naszyjnikiem i dodawał mi on otuchy. Świadomość, że on dał
mi go z myślą o mnie… Jak się okazywało, nie tylko o mnie.
Nie wiem, czemu mnie to tak bardzo zraniło, przecież to nie
jest żadna zbrodnia czy coś. Danie dziewczynie naszyjnika jest miłym gestem, a
we mnie po prostu odzywało się moje wewnętrzne ego. Było mi za nie strasznie
wstyd i próbowałam je stłumić na wszelkie możliwe sposoby, ale mi to nie
wychodziło.
Zresztą, co ja sobie myślałam. Że dając mi ten naszyjnik
zobowiązuje się do trwałej więzi pomiędzy nami? Z jednej strony właśnie tak to
odbierałam, jako coś w rodzaju przysięgi z jego strony. Z drugiej jednak ten
gest mógł oznaczać niemalże wszystko, przecież nie jestem najważniejsza w jego
życiu, tak? Ok, przyjaźń odgrywa dość dużą rolę, ale nie można przeginać.
Powinnam w końcu to pojąć, ponieważ ciągle patrzę na to pod nie tym kątem, co
trzeba.
Posiedzieliśmy jeszcze niecałą godzinę, gadając trochę o
szkole i nauczycielach, nie udało nam się jednak przywrócić tej beztroskiej
atmosfery. Niedługo potem zaczęłam się zbierać.
- Chcesz podwózkę? – zaproponował loczek.
- Nie trzeba. Przejdę się.
- Na pewno? – spytał jakby troszkę zawiedziony, ale ja nie
chciałam mu już zawracać głowy. I tak poświęcał mi zbyt dużo czasu.
- Tak, nie chcę ci przeszkadzać.
- Nie przeszkadzasz! – oburzył się, ale ja tylko
uśmiechnęłam się i pomachałam mu ręką.
- Poradzę sobie. Pa, Harry.
___________________________
Tradycyjnie proszę o pozostawienie komentarza, niekoniecznie z opinią pozytywną, ponieważ każdy motywuje i pozwala mi zauważyć, co robię nie tak.
All the love,
N.I. xx