piątek, 13 marca 2015

Rozdział VIII

- To tutaj- chłopak zatrzymał samochód, a ja westchnęłam cicho.

- Dzięki… W ogóle za wszystko- odrzekłam i wyszłam z samochodu, a ten pomachał mi tylko na pożegnanie. Obróciłam się i zrobiłam krok do przodu, zanim nie przypomniałam sobie pewnego szczegółu.

- HARRY!- krzyknęłam, ruszając w pogoń za odjeżdżającym samochodem. Jechał wolno i szybko zorientował się, że za nim biegnę, ale kiedy w końcu się zatrzymał, a mi udało się go dogonić, byłam już nieźle zmęczona.

- Co się stało?- zapytał po uchyleniu przedniej szyby.

- Zapomniałam… że… nie mam… twojego… numeru- powiedziałam, dysząc.

- Nie masz mojego numeru?- zapytał, a ja kiwnęłam głową i spłonęłam rumieńcem, zdając sobie sprawę, jak to musiało dziwnie zabrzmieć.- Podaj swoją komórkę.

Wygrzebałam z kieszeni starego Samsunga i podałam go przez okno brunetowi, a on szybko wystukał na moim telefonie swój numer i zapisał w kontaktach.

- Proszę. Zadzwoń, jak będziesz po, ok?

- Ok- starałam nie brzmieć na zdesperowaną i spanikowaną tym, co za chwile miało się wydarzyć. Po raz ostatni spojrzałam, jak Citroen wyjeżdża z bocznej uliczki i włącza się do ruchu, po czym ruszyłam w stronę drzwi od biblioteki. Z zewnątrz wyglądała na naprawdę nudną- brązowe cegły wystawały spod odpadniętego miejscami szarego tynku, a na wielkich, rzeźbionych drzwiach widniał napis Biblioteka Miejska. Westchnęłam cicho i weszłam do środka. Od razu uderzył mnie ten dobrze znany mi zapach starych książek i papierów, którego szczerze niecierpiałam. Nienawidziłam bibliotek.

Najbardziej jednak przerażała mnie cisza. Dosłownie, w pierwszej chwili nie było słychać nawet szelestu kartki. Dopiero po chwili, gdy tak stałam jak słup, bojąc się postąpić naprzód, usłyszałam kroki. Zza rogu wychyliła się starsza pani, wyglądem idealnie pasująca do tego miejsca- przypominała typową bibliotekarkę z filmów, które nie miały co zrobić ze swoim życiem, bo nie wysiliły się na nim ambitnego.

- Witaj, słońce- zawołała przesadnie słodkim głosem, wyciągając ramiona w moją stronę.-  Co cię do nas sprowadza?

Wypowiedziała zaledwie 7 słów, a mnie już zaczęła boleć głowa, przysięgam.

- Właściwie…- wzięłam głęboki oddech, aby mieć to już za sobą.- Chciałabym zapytać… Jest jakaś wolna posada?

Wytrzeszcz jej oczu sprawił, że prawie potknęłam się o próg drzwi, cofając się do tyłu.

- Co masz na myśli?

- W sensie… pracy. Czy znalazłaby się dla mnie jakaś praca?- automatycznie na moich policzkach pojawiły się czerwone rumieńce, a ja wbiłam paznokcie w skórę. Muszę mocno okrzyczeć mamę, bez względu na to, jakie miała intencje.

- Pracy?- blondynka zdjęła okulary i pochyliła się w przód, rozpoczynając serię gadania samej do siebie.- Hmm… Myślę, że tak. Właściwie… Tak! Na pewno przyda się jakaś pomoc! Idealnie, wprost cudownie, że się tu zjawiłaś!

Jej entuzjazm zaczął mi już solidnie działać na nerwy, gdy prowadziła mnie po schodach na górę. Cały czas paplała, a ja siłą wewnętrzną próbowałam powstrzymać swoje dłonie, aby nie powędrowały w stronę uszu i mocno ich nie przycisnęły. Już teraz nienawidziłam tej pracy.

- Ale wiesz co? Mogłabyś pracować w dziale ogólnym! Jest tam mój pomocnik, bardzo dobry chłopak! A jaki pracowity! Drugiego takiego nie znajdziesz- uśmiechnęła się na myśl o nim, otwierając drzwi. Poznaj proszę… Liemiego- wskazała palcem na dość wysokiego bruneta, który siedział przed komputerem ze wzrokiem skupionym na ekranie komputera. Gdy ten nie zareagował, stuknęła cicho w drzwi.- Liemi!

Chłopak podniósł głowę i spojrzał na starszą panią. Po chwili jego zdezorientowany wzrok przeniósł się na mnie.

- Tak?- wstał z krzesła, otrzepując spodnie i zbliżył się do nas.

- To- wskazała na mnie palcem- jest nasza nowa współpracownica. Pokaż jej wszystko i wytłumacz- rozkazała, a ten pospiesznie skinął głową. Odczekał kilka sekund, aż kobieta wyjdzie z pomieszczenia, po czym znowu zwrócił głowę w moją stronę i przełknął ślinę. Momentalnie moje dłonie zaczęły się pocić.

- Więc, em… jak się nazywasz?- zadał najprostsze i najbardziej banalne pytanie, jakie mógł zadać, ale wciąż trafne.

- Amy- spuściłam wzrok.

- Ładnie…To znaczy, dobrze, w takim razie chodźmy- skinął w stronę drzwi, chcą najprawdopodobniej pokazać mi ten jakże wspaniały i intersujący mnie budynek oraz w końcu stąd wyjść. Nie będziemy stać tak do końca życia. Mogłam wyczuć jego zdenerwowanie- wow, on stresował się bardziej niż ja.

Ruszyliśmy w górę po schodach, wspinając się niezbyt szybko, bo przy mojej kondycji to było jednak męczące, tym bardziej, że stopni było dosyć sporo. Chłopak najwyraźniej musiał to spostrzec, bo cierpliwie na mnie czekał. W końcu, kiedy uporałam się z tym najcięższym zadaniem dnia, po kolei pokazywał mi każdą salę, tłumacząc, która do czego służy. Naprawdę starałam się słuchać, ale nie do końca mi to wychodziło, to nie było zbyt… fascynujące. Mogłam za to powiedzieć, że atmosfera z każdą chwilą się rozluźniała, aż w końcu doszło nawet do kilka żartów pomiędzy nami.

- Zaprowadziłbym cię do archiwum, ale obawiam się, że zanudziłbym cię na śmierć, jeśli już tego nie zrobiłem- powiedział, a ja zaśmiałam się cicho.

- A co tam jest?- zapytałam, wskazując na schody prowadzące na jeszcze jedno piętro.

- Strych- podrapał się po szyi.- Ale nie mam do niego kluczy. Prawdę mówiąc… nigdy tam nie byłem- nastała chwila ciszy. Strych?

Byłam kiedyś na strychu, ale tylko raz. To było na wsi, u mojej cioci, i naprawdę świetnie się tam bawiłam. Groza skośnego dachu i półmroku była wspaniałym materiałem na tajemnicze historie, które moja dziecięca wyobraźnia uwielbiała tworzyć. Naprawdę, szkoda, że nie miał do niego kluczy, chciałabym przypomnieć sobie część z nich.

-Idziemy?

- Jasne- skinęłam głową, po czym obydwoje zeszliśmy na dół (czyli on normalnie, a ja potykając się co drugi stopień).- Co teraz?

- Teraz? Siedzimy tu i czekamy, aż ktoś się przypadkiem nie pojawi, aby wypożyczyć książkę.

- A jeśli się nie pojawi?

- Cóż… Możemy poczytać lub przeglądać strony internetowe. Ja osobiście wybieram to drugie- uśmiechnął się, a ja szybko zbliżyłam się i usiadłam obok niego. Patrzyłam przez chwilę, jak chłopak ze skupieniem gra w Need for Speed, po czym zagadnęłam:

- Liemi?

- Właściwie, to mam na imię Liam- poprawił mnie.

- Naprawdę? Ale tamta pani…- urwałam, zdając sobie sprawy, że nie znam jej nazwiska.

- Pani Bresh?- podpowiedział.

- Właśnie. Ona nazwała cię Liemi. To twoje przezwisko, czy…?- spytałam zdezorientowana, a chłopak zaśmiał się cicho.

- Pani Bresh ma już swoje lata i często mylą się jej różne rzeczy, a znudziło mi się ciągłe poprawianie jej. Szczerze mówiąc, nie przeszkadza mi to, to nawet zabawne.

- To miejsce z każdą chwilą wydaje się coraz nudniejsze- westchnęłam.- Jak wytrzymujesz tu całymi dniami?

- Nie jestem tu cały dzień, chodzę jeszcze do szkoły- skorygował.

- Której?- od razu stałam się czujna.

- Na drugim końcu miasta, muszę dojeżdżać 2 autobusami.

- Aha- starałam się ukryć zawód. Nie chodziło o to, że czułam się samotna, ale chciałam mieć jak najwięcej przyjaciół. To nie tak, że Harry mi nie wystarczał... Właśnie!- O której godzinie kończę pracę?

- Nie mam pojęcia- odrzekł, po czym zastanowił się przez chwilę. Zdążyłam mu już streścić swoją historię, jak zostałam zmuszona, by tu pracować, więc był po mojej stronie.- Myślę, że optymalnie mogłabyś pracować 3 godziny. To nie jest tak dużo, a nikt ci nie ma prawa nic zarzucić, a ponieważ jesteś tu od 16:30, to o 19:30 możesz się ewakuować- powiedział, a ja odetchnęłam z ulgą i podziękowałam mu w myślach. To tylko pół godziny.

- Muszę zadzwonić- poinformowałam go, a on zatrzymał mnie ruchem ręki.

- Poczekaj, Amy, mam dla ciebie propozycję. Nie chciałabyś wybrać się dzisiaj ze mną i moim kumplem do klubu? Wiesz, tak dla rozluźnienia, zaciśnięcia węzłów i odpoczęcia po pracy…

W sensie… On mnie gdzieś zaprosił? To taka… półrandka?

Brzmiało świetnie, pomijając fakt, że obiecałam już Harry’emu. Z jednej strony bardzo chciałam iść, z Harrym mnie przecież nic nie łączyło, a bardzo rzadko zdarzało się, że ktoś mnie gdzieś zapraszał. Z drugiej… to byłoby nielojalne. Co wybrać?

- Przykro mi Liam, ale dzisiaj już jestem zajęta- powiedziałam w końcu, bardzo cicho. Nie miałam odwagi na niego spojrzeć.

- Masz… chłopaka?- spytał zaskoczony.

- Nie, nie, nie, to tylko przyjaciel. Umówiliśmy się, że odbierze mnie po pracy i wyskoczymy gdzieś razem, bo ostatnio prawie w ogóle nie spędzamy ze sobą czasu- wymyśliłam szybko. Miałam ochotę śmiać się ze swojej głupoty, bo przecież znałam lokowanego zaledwie parę dni, więc jakie ostatnio?

- W porządku- odważyłam się w końcu na niego spojrzeć. Wyglądał na lekko… zawiedzionego. Ale nie mogłam znowu załamać mojego szkolnego przyjaciela, bo już raz to zrobiłam, zresztą był pierwszy. Pokręciłam głową, nie mogąc uwierzyć, że w ogóle rozważałam inną opcję.- Następnym razem.

- Może być- powiedziałam, a moje serce przyśpieszyło. Czułam się znowu jak mała dziewczynka, dopiero wkraczająca w świat miłości, którego- od czasu tego pamiętnego momentu- chciałam za wszelką cenę uniknąć.- Ale teraz naprawdę muszę zadzwonić.

Skinął głową, przygryzając wargę, a ja udałam się do łazienki. Pospiesznie wybrałam dopiero co zapisany numer Harry’ego.

- Halo?- odezwał się jego głos, a na moich ustach mimowolnie pojawił się uśmiech.

- Cześć Harry, tu Amy. Kończę za… powiedzmy 20 minut.

- Już jadę- obiecał, po czym się rozłączył. Wróciłam do głównego pomieszczenia, gdzie Liam ponownie grał w Need for Speed.

- Chcesz spróbować?- spytał, robiąc mi miejsce przy ledwie żyjącym komputerze, a ja skinęłam głową. Szybko zorientowałam się, o co chodziło w tej grze- trzeba było się ścigać. Wydawało się takie proste, kiedy patrzyłam, jak on gra, ale okazało się nieco bardziej skomplikowane. Robiłam, co mogłam, ale i tak skończyłam z rozbitym samochodem.

- Nie próbuj nawet zdawać na prawo jazdy- zaśmiał się, przejmując klawiaturę, a ja odczytałam wiadomość od lokowanego. Już to był.

- Na mnie już czas- wstałam, zbierając swoje rzeczy.

- Spoko, miło, że wpadłaś odwiedzić mnie w tej ruderze. To… do zobaczenia?

- Do zobaczenia- potwierdziłam, po czym wybiegłam z budynku. Mimo, że było już ciemno, czułam się jak nowo narodzona. Dobrze było poczuć świeże powietrze.

Szybko ujrzałam Citroena zaparkowanego tuż obok, więc podbiegłam do drzwi i wspięłam się na przednie siedzenia.

- Hej- powiedziałam.

- Cześć, co taka… radosna?- zapytał zdumiony.

- Nie mogę?- miałam zdecydowanie za dużo optymizmu jak na tą porę dnia i to go musiało tak zdziwić. Pokręcił głową, a ja wsparłam się rękoma, aby wygodniej usiąść.- Jakieś plany?

- To niespodzianka- zobaczyłam, jak przez jego twarz przebiegł cień uśmiechu, i szczerze mówiąc, motylki w moim brzuchu zaczęły się domagać mojego zainteresowania.

Nie miałam pojęcia, co powiedzieć. Po pracy posiadałam dość dużo pewności siebie, co nie zdarzało mi się na co dzień, więc dziwiło nie tylko mnie. Droga przebiegła raczej w milczeniu, z paroma tylko moimi odpowiedziami na pytania Harry’ego dotyczącymi pracy. Starałam się nie napominać o Liamie, a już na pewno nie o tym, że zaprosił mnie na randkę.

- Jesteśmy- przeczesał ręką loki, a ja starałam się odgadnąć, gdzie jesteśmy. Niestety, ciemność uniemożliwiała mi to. Jedyne, co udało mi się zauważyć po wysiadce z samochodu, to wysoki na dwa metry duży, żelazny płot. Na samej górze można było spostrzec wystające krzaki.

- Co to?- zapytałam, wskazując na obiekt mojego zainteresowania.

- Ogrodzenie- wyszczerzył się, a ja przewróciłam oczami.

- Tak, ale chodzi mi o to… Po co tu jesteśmy?

- Czyżbyś nie rozpoznawała tego miejsca?- spytał, a ja wytężyłam wzrok. Zdawało mi się, że zauważyłam kawałek świecącego w ciemnościach… Diabelskiego Młyna?

- Czy to… Wesołe Miasteczko?- znałam odpowiedź, ale chciałam się upewnić. Jak tylko o tym pomyślałam, moje serce rozpoczęło szaleńczą tułaczkę.

- Tsa- mruknął, podchodząc bliżej.

- Ale o co chodzi? Jest noc, park jest zamknięty…

- Co z tego?- chłopak zaczął bacznie przyglądać się żelaznemu ogrodzeniu, dotykając poszczególne miejsca, jakby wyczuwał jakieś czujniki.

- Chcesz tam wejść? To nielegalne! I w ogóle jak chcesz się tam dostać?- obserwowałam, jak brunet w końcu dotknął tego miejsca, którego chciał, a jego oczy rozświetliły się z radości.- Chyba nie zamierzasz wchodzić przez płot? HARRY!

To ostatnie zdanie już krzyknęłam, najprawdopodobniej w przypływie strachu. Ten zaś tylko uciszył mnie ręką, po czym spontanicznym ruchem położył swoją stopę na pierwszej belce.

- Nie zrobisz tego!- pokręciłam głową z niedowierzaniem.

- Musisz wiedzieć, że nie jestem Aniołem, kochanie.
________________________________________________

Hej hej hej!

Wracam po dość długiej przerwie i od razu baaardzo przepraszam, że rozdział się nie pojawił. Tak, jak przewidywałam, po koncercie nie byłam w stanie psychicznym nic dodać, potem wyjechałam... I tak skończyły mi się ferie, i właśnie minął mi drugi tydzień szkoły! Powinnam wstawić go już dawno, ale jakoś nie miałam siły, żeby go skończyć.

Jeśli chodzi o koncert, był cudowny. Po prostu niewiarygodne, jak jeden człowiek może jednym gestem ręki uciszyć kilka tysięcy ludzi, na Torwarze było cicho jak makiem zasiał (no, może poza tym, że moja koleżanka nie widziała gestu ręką i nie przestawała się drzeć przez telefon xd). Ogólnie było wspaniale, wszyscy razem śpiewaliśmy tak cicho Give Me Love, a na scenę dostała się , za prośbą samego Eda, kartka ze zdjęciem Grammy i podpisem Grammy for stealin' my heart (przypominam, że gala odbyła się 3 dni wcześniej i Ed nic nie zdobył, więc to było naprawdę piękne, a sam rudy bardzo się wzruszył :').

Pragnę poinformować, że zaczęłam publikować także ten ff na wattpadzie, więc jeśli komu wygodniej, zapraszam (jest na razie tylko prolog, ale uzupełnię): klik.

Dziękuję za ogromną liczbę wyświetleń! Nie zmalały nawet, gdy mnie nie było!

I tradycyjnie proszę o komentarze, niekoniecznie z opinią pozytywną! Każdy wiele dla mnie znaczy :)

ILY,

xx